Strona główna Towarzystwo Sympatyków Kromołowa

Towarzystwo Sympatyków Kromołowa

Kromołów – więcej jak pamięć

Wpisany przez Pola Burzyńska środa, 26 lutego 2020 14:19

Pan Jerzy Burzyński syn Antoniego zamieszkały w Gdańsku nawiązał kontakt z Zarządem Towarzystwa Sympatyków Kromołowa i przesłał  interesujące wspomnienie z okresu pobytu w Kromołowie.

Celem niniejszego opisu, nie jest rozprawa historyczna. Zamiarem jest spojrzenie wstecz i przypomnienie wydarzeń sprzed lat prawie 80-ciu, z których większość, co zrozumiałe, czas nieubłaganie przeniósł w zapomnienie. Pozostały więc, okruchy wspomnień, które dla każdego z kromołowian, mają inną wagę i znaczenie. Z tego też powodu przepraszam, jeśli dla niektórych okoliczności zastosowałem w swej wypowiedzi formę żartobliwą.

Do Kromołowa, pierwszy raz przybyłem w połowie okresu okupacji z woli rodziców, mieszkających w Częstochowie, uznano bowiem, że w Kromołowie będzie to dla mnie bezpieczne. O innych jeszcze miejscach na ziemi informowały małego chłopca znaki drogowe, znajdujące się tuż obok kapliczki św. Jana Nepomucena: do Włodowic 8 km, do Pomrożyc 3 km, do Bzowa 2 km. Kapliczka, miała i ma znaczenie symboliczne, trudne do przecenienia, poza religijnym – dawała ze źródeł wodę, a jeszcze wspierała uczucia patriotyczne, jako że hymn narodowy nawiązuje wprost do wypływającej stąd rzeki Warty. Źródła Warty miały także aspekt sportowy – wodę piło się po powrocie z pola, robiąc na kamieniach pompki, wyciąganie wiader z wodą ze studni miało natomiast wpływ dla młodego człowieka ogólnorozwojowy. Woda ze źródeł Warty tworzyła swoiste zjawiska natury. Mianowicie, już po opuszczeniu zabudowań po stronie lewej swojego nurtu, rozlewała się po otaczających łąkach. Przy powolnym nurcie, woda na tym odcinku, zdążyła się bowiem nagrzać, tworząc dla umęczonych stóp istny raj na ziemi. To były podwodne łąki w Kromołowie. To był prawie efekt jak w ciepłym Morzu Czerwonym, albo gdzieś na wodach południowego Pacyfiku.

Wracamy do źródeł pod kapliczką; 30 m do pierwszych domów przy ul. Ankwiczewskiej (obecnie ul. Niemcewicza) mieszka nasza Babcia, seniorka rodu Florentyna Burzyńska, urodzona w 1870 roku. Babcia Florentyna była dzielną kobietą, wychowała pięcioro dzieci, dwóch najstarszych synów - Władysław i Józef wstąpiło do Legionów Piłsudskiego. Najmłodszy z nich Antoni opiekował się w tym czasie matką i młodszymi siostrami – Marią i Heleną. W wieku 80-ciu lat rozpoczęła, jakbyśmy to dzisiaj określili, działalność gospodarczą na własny rachunek. W tym wieku, panie mi wybaczą, na ogół sięgało się do odmawiania różańca, a nie prowadziło działalność handlową. Przedmiotem działalności handlowej Babci było rozprowadzanie wśród mieszkanek Kromołowa wełnianych chust okrywowych, modnych i konkurencyjnych z uwagi na ich cenę. Aktywnym wspólnikiem babci był 10 - 12 letni wnuczek – Jurek. To byłem ja. W tamtych czasach, taki handel nazywał się spekulacją, za co groziły, co najmniej wysokie grzywny.

Czy gdzieś jeszcze taka chusta się ostała? Działalność się rozwijała. Księgowość, rodzaje i wysokość kredytów Babcia przechowywała osobiście, nie w elektronicznej lecz własnej pamięci. Pomimo tego pamiętała, kto zalega z ratami i odsetkami związanymi z działalnością handlową. Część sprzedaży szła w systemie, można by powiedzieć ratalnym, a pożyczka u Babci nazywała się borgiem (niem. Borg – pożyczka). Na marginesie miarą powierzchni gruntu był mórg, natomiast miarą wagi funt.

Mały świat małego chłopca. Powrót obrazów dorastania i przeszłości, kto jeszcze ten świat widział tak samo?

  • Rok wojny (ok. 1943) rynek w Kromołowie, egzekucja poprzez powieszenie. Strach i milczenie tłumu. Za rynkiem mieszkają Kurkowie, to dalsza rodzina Babci. Na przeciwko ich domu na ławeczce siedzi stary człowiek. To dziwne, ile razy jestem u Kurków on tam siedzi z laską podparty. Mówią o nim uczestnik wojny japońsko – rosyjskiej, podobno najstarszy mieszkaniec Kromołowa.
  • Rok 1945 żołnierze sowieccy gwałcą i mordują mieszkankę Kromołowa. Pogrzeb i głęboka cisza i głębokie przygnębienie.

Coś z życia. Wujek Grajdek, zięć Babci ma do wyżywienia wraz ze sobą 7 osób. Pracuje jako strażnik w dyżurce kolejowej, nadzorując ruch wagonów do huty. W zależności od zmiany, chodzi dodatkowo kosić łąkę gdzieś pod Łazami. Nie traci czasu na chodzenie do domu. Któreś z dzieci przynosi mu obiad na tę koszoną łąkę. Do domu nie wraca, po pracy idzie spać w stogu siana, po czym rano z tej łąki obejmuje obowiązki wspomnianego dróżnika kolejowego. Cykl się powtarza. Tak wygląda życie większości mieszkańców, nazywano ich chłopo – robotnikami. Ciocia Helena Grajdkowa, sposobi jednego z synów do zaniesienia do Zawiercia dwóch może trzech litrów mleka, by mieszczuchy wzmocniły się mlekiem „prosto od krowy”, towarzyszę tej eskapadzie. Po drodze, gdzieś na wysokości Wydry Zielonej znajduje się wyrobisko po glinie wypełnione wodą. Zimna woda sił nam doda. Bierzemy kąpiel, woda jest zimna pomimo lipcowego upału. Wracamy z kasą. To grosze. Starczy na sól i trochę cukru. Może nie starczyć, bo na rogu ulicy w Kromołowie, gdzie mieszkają Grajdkowie jest knajpa z wyszynkiem, klientów i alkoholu nigdy tutaj nie brakuje.

Słodkie grzechy. Powracamy z pola, idziemy obok plebanii, pokusa ujawnia się stale ilekroć mijamy sad przewielebnego księdza proboszcza. Czy to nasza wina, że w zasięgu jednego skoku ponad murem rosną tutaj tak słodkie jabłka? Po latach, niestety tak późno, przyznaję się do winy, ale tylko w połowie, jabłek bowiem nie zrywałem, stałem tylko na czatach. Zeniek, tak do niego mówiono, kończy technikum górnicze, oznacza to dla jego rodziny i dla niego samego, skok w hierarchii społecznej, aż do arystokracji robotniczej. Ziutek Burzyński junior nie może przeboleć jak to jest, że Zeniek po zamianie cepów na hełm technika górniczego zarabia ponad dwukrotnie więcej aniżeli on, adiunkt Politechniki Gdańskiej.

A u Babci, jak co tydzień na pożegnanie – pieczone ziemniaki z piecyka, lekko solone, a iskry z popielnika strzelają, czyniąc wraz ze światłem lampy naftowej scenerię wręcz surrealistyczną. To kiedy teraz przyjedziesz? Słyszę już na progu głos Babci.

Potężna maszyna rozrywa ciszę nocną, to traktor firmy Lanz Bulldog, zwany paką albo budą przystosowany do przewozu ludzi bierze kurs na Zawiercie.

Kończą się lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku, nasz świat nie zmienia się, transport chust na trasie Częstochowa – Kromołów trwa. Któregoś zimowego dnia roku 1961 jest to transport ostatni.

Miejscowi nazywają ją po prostu Małą Uliczką, wówczas była to ulica Ankwiczewska. Nie ma już tego domu, do którego wchodziło się do sieni, po dużym wyrobionym kamieniu, który trwał przez pokolenia witając i żegnając przybyszy. Jest taka uliczka (Złota) w Pradze, śpiewają o uliczce w Barcelonie, nasza uliczka jest i pozostanie w Kromołowie. Pozostanie w pamięci naszej, jako początek naszego istnienia, gdziekolwiek byśmy teraz nie byli.

Jerzy Burzyński

 

 

Wspomnienie o Panu Stefanie Cezarze

Wpisany przez Magdalena Dymek wtorek, 10 grudnia 2019 23:56

Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią im się płaci - pisała w jednym ze swoich wierszy W. Szymborska. Słowa te są często przywoływane, gdy ktoś odchodzi. Niestety ciąg dalszy utworu brzmi mniej optymistycznie, ludzka pamięć określona jest jako chwiejna waluta. Nasze wspomnienia są wybiórcze, często niedokładne, przefiltrowane przez subiektywną percepcję jednostki. Pewnie każdy, kto znał Pana Stefana, zapamięta Go inaczej. Ci, którzy nie mieli z Nim styczności, z koniecznści zmuszeni są opierać się na opinii innych. Cóż zatem mogę przekazać?

“Ażeby być patriotą, nie musiałem żyć w Polsce” - tak sam o sobie pisał człowiek, który wyemigrował z ojczyzny w wieku 18 lat i poza jej granicami spędził resztę życia. Bardzo ubolewał nad faktem, że jego dzieci oraz wnuki nie znają języka polskiego. Doskonale pamiętał dawne wydarzenia, ciekawie opowiadał o wojennych losach swojej rodziny i własnych. Żywo interesował się współczesną historią oraz polityką. Przebywając za granicą, a z racji wykonywanego zawodu wiele podróżował, zawsze starał się dobrze wykonywać swoją pracę i w ten sposób podkreślać oraz dowartościowywać swoją polskość. Dążył do utrzymywania kontaktu z rodakami, czy to wspierając działania Towarzystwa Sympatyków Kromołowa, czy nawiązując kontakty z innymi Polakami przebywającymi w Szwecji. Zawsze wspominał o swoich korzeniach oraz tych Mieszkańcach Kromołowa, których znał i cenił.

Teraz Pan Stefan Cezar dołączył do grona Osób, które wpisały się w historię naszej miejscowości, ale których  już nie ma. Niestety, po raz kolejny nie można odmówić racji Szymborskiej piszącej w wierszu Koniec i początek (nota bene utwór dotyczy wojny): Ci, co wiedzieli o co tutaj szło, / muszą ustąpić miejsca tym,/ co wiedzą mało. I mniej niż mało. I wreszcie tyle co nic.  Czy uda się ocalić wspomnienia o panu Stefanie i jego przeżyciach? Czas pokaże. Na razie zgodnie z tradycją, można w zadumie powiedzieć: ZEGNAMY CIĘ STEFANIE.  
 

W dniu 9 października 2019 r. zmarł

STEFAN CEZAR

Kromołowianin zamieszkały w OREBRO w SZWECJI  utrzymujący ścisły kontakt z Towarzystwem Sympatyków Kromołowa.
Pozostały wspomnienia z wizyt w naszej siedzibie, którą zdobią wyroby z metaloplastyki wykonane przez Ciebie Stefanie.
Dziękujemy.

Zarząd Towarzystwa Sympatyków Kromołowa

 

   

Kromołów na antenie Radia Zawiercie

Wpisany przez Mariusz Golenia niedziela, 13 stycznia 2019 10:12

https://www.facebook.com/1171970006291107/posts/1282566585231448/

 

   

Zimowy wieczór

Wpisany przez Wanda Drożdżowska wtorek, 18 grudnia 2018 23:37

Zimowy wieczór, łagodny, okryty niewielką warstewką śniegu i rozświetlony świątecznym blaskiem ulicznych lamp 17grudnia 2018 roku. Pałacyk nad Wartą w Kromołowie przyciąga ciepłem jasnych okien. Wokół budynku cicho i tylko parkujące tu samochody i światło w oknach wskazują, że w środku coś się dzieje.

Co się dzieje? Nic szczególnego. To spotkanie Towarzystwa Sympatyków Kromołowa. I nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie wyjątkowy charakter tego spotkania. To spotkanie jest corocznym zwyczajem przedświątecznego, wigilijnego wieczoru tych wszystkich, którzy chcą podkreślić znaczenie i urok Świąt Bożego Narodzenia.

Jest nas sporo, ponad trzydzieści  osób. Na stołach gałązki jemioły, opłatek, mandarynki i maleńkie czekoladki. Symboliczne prezenty gwiazdkowe. Ale tu liczy się dobry nastrój. I tak właśnie jest o czym świadczy gwar panujący niepodzielnie. Wszyscy mamy sobie wiele do powiedzenia.

Nagle gwar cichnie. Wchodzi pani Pola Burzyńska i.. prowadzi nam gości ! Niespodzianka! Gości jest trzech. Zjawiają się jak trzej królowie, pomyślałam.  Niespodziewani lecz na pewno bardzo mili.

Nasi  goście to Prezydent naszego miasta pan Łukasz Konarski, v-ce przewodniczący Rady Powiatu a zarazem dyrektor szkoły w Kromołowie pan Andrzej Wilk i przewodniczący  Samorządu Mieszkańców Kromołowa pan Włodzimierz Czech. Rozlegają się brawa, bo to naprawdę niespodzianka. Przyjmujemy życzenia świąteczne i noworoczne od pana prezydenta wraz z prezentem, jaki przygotował dla Stowarzyszenia i wręczył pani Poli. Jest to śliczny świąteczny stroik, który wędruje na stół, a zapalona świeca jeszcze bardziej podkreśla wigilijny charakter naszego spotkania. Dziękujemy gościom za życzenia, żegnamy się z nimi serdecznie. Mają jeszcze sporo do zrobienia na dzisiejszy wieczór, a my zaczynamy kolędowanie. Oj maluśki, maluśki, maluśki, kiejby rękawicka... Pan Wiesław nastroił struny gitary, pani Basia umościła się  z akordeonem na krześle.

„Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi….” Śpiewamy. A w przerwach słuchamy wdzięcznych pastorałek: „ Pastuszkowie spieszą tam, gdzie na sianku Stwórca sam, Anieli śpiewali Chwałę Bogu, pokój Wam”.

Jest ciepło, radośnie i serdecznie. Czas powoli acz konsekwentnie idzie do przodu, a może zdradziecko biegnie? To kolejne nasze Święta, wciąż jeszcze nasze. Przeżyjmy je tak abyśmy nie musieli niczego żałować! WSZYSTKIEGO  DOBREGO!!!

 

   

Goście z Czarnkowa nad źródłami rzeki Warty

Wpisany przez Czesława Bąba czwartek, 28 czerwca 2018 14:23

W naszej amatorskiej piosence o Kromołowie autorka pisze, a właściwie śpiewa, że naszą chlubą są źródła rzeki Warty. Mogliśmy przekonać się o tym w dniu 14.06.2018 r. Otóż odwiedziła nas 41 osobowa grupa z Czarnkowa nad Notecią.  Przewodniczący Towarzystwa Miłośników Czarnkowa  - Piotr Szlanga i  Barbara Gurynowicz postanowili w drodze do Zakopanego zatrzymać się nad źródłami rzeki Warty. Pani Barbara była mile zaskoczona widokiem. Jej poprzedni pobyt przed wielu laty z młodzieżą szkolną nie pozostawił ciekawych wrażeń, a obecnie zobaczyła źródła rzeki pięknie wyeksponowane, „Bulwar nad Wartą” zaprojektowany i wykonany nowocześnie.

Wycieczką zaopiekowali się członkowie Towarzystwa Sympatyków Kromołowa – Czesława Bąba i Pola Burzyńska towarzysząc w zwiedzaniu obiektu sportowo-rekreacyjnego a także umożliwiając zorganizowanie posiłku – grillowanie.

Gościom wręczono aktualny folder Kromołowa z załączonym tekstem piosenek napisanych z okazji jubileuszu 825 lat lokacji miejscowości. Wszyscy wspólnie je odśpiewali, a goście dopatrzyli się analogii w historii Czarnkowa i Kromołowa.

Mamy nadzieję, że mieszkańcy pięknego Czarnkowa będą mile wspominać pobyt u nas.
 

   

Strona 1 z 4

<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 następna > ostatnia >>
joomla template