Strona główna Towarzystwo Sympatyków Kromołowa

Towarzystwo Sympatyków Kromołowa

Wspólne przeżywanie piękna

Wpisany przez Wanda Drożdżowska niedziela, 20 września 2015 16:56

Po letniej przerwie Zarząd Towarzystwa Sympatyków Kromołowa rozpoczął działanie nie jak dotychczas tradycyjnym spotkaniem przy ognisku lecz zorganizowaniem wycieczki krajoznawczej. Program obejmował:

  • Centrum Nauki Leonardo da Vinci w Podzamczu Chęcińskim,
  • Kościół w Starochęcinach,
  • Skansen Wsi Kieleckiej w Tokarni,
  • Ruiny Zamku Rycerskiego w Sobkowie nad rz. Nidą.

A oto relacja jednej uczestniczek wycieczki:

Wśród niezmordowanych fanów Towarzystwa Sympatyków Kromołowa istnieje wciąż potrzeba spotykania się. Potrzeba rozmów, poznawania, odkrywania czegoś nowego wspólnie. Razem, by móc to co piękne (a czasem niekoniecznie piękne) podziwiać, zachwycać się lub ze sceptycyzmem pokręcić nosem.

Z żalem przyznaję, że spotkania nasze nie są tak częste, jak wszyscy chcielibyśmy, ale Czas nie stoi w miejscu, a w swoim biegu muśnięciem skrzydeł barwi metryki sepią. Ja osobiście mam mu za złe to, że chciałabym jeszcze tyle opowiedzieć, zobaczyć, napisać, przeczytać, przedyskutować, obrażać się i kochać! A on spiesząc się potrąca mnie. To boli, tak, ale rozcieram siniaki i choć mam zadyszkę biegnę do przodu.

Tak było 4 września tego roku. Spotkaliśmy się pod Pałacykiem o siódmej rano i busikiem wyruszyli na spacer, na spotkanie z nauką, historią i folklorem ziemi kieleckiej. A może powinnam zmienić kolejność? Może to folklor, tradycja były pierwsze? One tworzyły historię, a wszystkie razem naukę? W każdym razie są nierozłączne. Są pamięcią, trwaniem i przyszłością.

Na naszej trasie pierwszym było Centrum Nauki Leonarda da Vinci, czyli świat włoskiego geniusza w Podzamczu koło Chęcin. Po raz pierwszy w Polsce, właśnie tu w Chęcinach, zaprezentowane zostały interaktywne modele jego maszyn oraz cyfrowe rekonstrukcje obrazów. Podziwialiśmy modele - eksponaty skonstruowane na podstawie wzorów i schematów Leonarda : Wehikuł czasu, Maszynę latającą, Robota - żołnierza, Mechanicznego lwa i wiele innych oraz dużą liczbę szkiców, rysunków, wyliczeń matematycznych sporządzanych podczas prac nad wynalazkami i malarskimi dziełami Mistrza. Multimedialne stanowiska przy każdym z eksponatów, które mogliśmy sami obsługiwać pozwalały na zapoznanie się z zasadą działania danego eksponatu. Cyfrowe rekonstrukcje obrazów : Damy z łasiczką, Mony Lizy i Ostatniej Wieczerzy oprócz satysfakcji z możliwości przyjrzenia się im z bliska sprawiły nam radość, gdy wirtualnie udało nam się w statyczne postacie tchnąć życie, wprawić w ruch nieruchomą dłoń, wywołać uśmiech na twarzy. Niesamowite przeżycie i doświadczenie dla zwiedzających w każdym przedziale wiekowym.

Trochę oszołomieni przeżyciami ze świata nauki przenieśliśmy się do małego kościółka w Starochęcinach, który przez prawie trzysta lat zapomniany uległ dewastacji, a w ostatnich kilkudziesięciu latach dzięki prywatnym sponsorom i dbałości kolejnych proboszczów odrestaurowany stał się łącznikiem minionych wieków z teraźniejszością. Wysoko pod sklepieniem kościółka unosił się duch modlących się tu naszych przodków. I tylko szkoda, żalił się proboszcz, że współcześni parafianie jakoś nie mogą dostrzec zalet i uroku cichego i skromnego kościółka. No cóż, cudze chwalicie, swego nie znacie…

Ze Starochęcin pojechaliśmy do niedalekiej Tokarni, gdzie na przestrzeni 40 km.kw. mieści się Muzeum Wsi Kieleckiej. Park Etnograficzny jest podzielony na 6 sektorów: Małomiasteczkowy, Wyżynny, Dworsko-Folwarczny, Świętokrzyski, Nadwiślański i Lessowy. W każdym z sektorów można podziwiać między innymi: chałupę z Szydłowa z 1705 r., barokowy kościół z Rogowa z 1763 r., spichlerz z Rogowa z 1684 r., dwór z Suchedniowa z początku IXI w. Wygląd zewnętrzny, jak i wnętrza wiernie oddają styl epoki. Oczywiście nie mogę wymienić wszystkich obiektów, bo jest ich ponad 60, a każdy piękny w swojej indywidualności. Wchodząc pod strzechę chałupy, czy przekraczając próg dworku czułam się intruzem, bo przecież nikt mnie nie zapraszał, a gospodarz przecież jest. Jest w obejściu albo w drugiej izbie. A pan aptekarz pali fajkę w swoim saloniku. Jakże mu więc przeszkadzać?

Przez kilka godzin byliśmy w innym świecie pośród zieleni, drewnianych, krytych strzechą chałup, pośród zagród i spichlerzy, starych młynów i wiatraków. Było pięknie, pogodnie i ciepło. Ale był we mnie jakiś niepokój?, myśl, której trudno było się przebić w natłoku wrażeń?…

Zmęczona poddawałam się kołysaniu wiozącego nas do domu samochodu i nagle zrozumiałam co mnie dręczyło. Smutek! Maleńki smuteczek z tęsknoty za tym co minęło. Zamknęłam oczy i moje myśli pobiegły do fotografii rodzinnego albumu. Oto mój pradziad z sumiastymi wąsami, w butach z cholewami stoi oparty o drewniany płot i prababka w kwiaciastej chustce na głowie, w kolorowej zapasce i koralowych koralach na szyi. To ich mi brakowało, ich chciałabym zobaczyć. Im chciałam przedstawić siebie: maleńkie oczko w łańcuszku życia.

Z pozdrowieniami
Wanda Drożdżowska

 

 

Wywiady z mieszkańcami Kromołowa

Wpisany przez Administrator czwartek, 11 czerwca 2015 10:44

W związku z prowadzeniem na obszarze Kromołowa etnograficznych badań kwestionariuszowych w ramach projektu „Tropem badaczy Zagłębia Dąbrowskiego”, informujemy mieszkańców najstarszej dzielnicy miasta, że do 30 września przeprowadzane będą wywiady z mieszkańcami.

Projekt otrzymał dofinansowanie od Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Celem projektu jest ochrona dziedzictwa kulturowego Zagłębia Dąbrowskiego.

Wywiady dotyczące zwyczajów i obrzędów dorocznych oraz rodzinnych, tradycyjnej architektury, stroju ludowego i rzemiosła będą prowadzone przez dwóch badaczy: etnografa – pracownika muzeum lub uniwersytetu lub przez studenta etnologii Uniwersytetu Śląskiego. Osoby te posiadają pisemne skierowanie do badań w danej miejscowości wystawione przez Dyrektora Regionalnego Środka Kultury.

Źródło: http://www.um.zawiercie.eu/aktualnosci/4638

 

   

Od historii do prehistorii

Wpisany przez Dorota August-Borel wtorek, 18 listopada 2014 23:45

Wczesnopopołudniowe słońce zalewa plac przed Pałacykiem wszystkimi blaskami jesieni. Trudno o piękniejszą oprawę dla dzisiejszej wyprawy zorganizowanej przez Towarzystwo Sympatyków Kromołowa. W doskonałych nastrojach rusza więc sznur samochodów w stronę Pasma Smoleńsko-Niegowonickiego. W programie mamy zwiedzanie miejsc pamięci w Bydlinie i Krzywopłotach, postój przy ruinach zamku w Bydlinie  i wyprawę kijkową u podnóża zamku Smoleń.

Nazwa Krzywopłoty jeszcze dziś brzmi obco dla niejednego Kromołowianina. Bitwa, jaką stoczyły Legiony Piłsudskiego w dniach 17-18 listopada 1914 r na polach Załęża, Bydlina i Krzywopłotów na długie lata znalazła się poza polem widzenia politycznie poprawnej historiografii. Dla turysty zwiedzającego w latach osiemdziesiątych okolice Bydlina o tym historycznym wydarzeniu mówiły jedynie okopy i żaden drogowskaz nie kierowal na cmentarz, gdzie spoczywają polegli legioniści. Żywa była jednakże wśród mieszkańców pamięć o "Krzywopłockich legionowych Termopilach" jak je określił Piłsudski. Nigdy nie zapomnę, z jaką dumą i przejęciem mówił o próbie przełamania frontu przez armię rosyjską i powstrzymaniu jej natarcia przez legionistów wywodzący się z tamtych stron ś.p .Zbyszek Kapuśniak, często cytując wodza Legionów.

Porównanie Krzywopłotów z Termopilami zaskakuje w pierwszej chwili ponieważ legioniści odparli przeciwnika i nie wszyscy polegli. Jednakże starcie wojsk greckich z perskimi w wąwozie termopilskim w 480 r p.n.e. utrwaliło się jako symbol poświęcenia życia na polu walki. Ponadto porównanie do hoplitów ze Sparty, uważanych za najdzielniejszych mężów świata, jest najwyższą pochwałą dla legionistów. Wreszcie użycie symbolu nadaje jednostkowemu wydarzeniu moc uniwersalną. Jak mówi Jung, symbol "przemawia tysiącem języków".

Nie zadowalając sie przywodzeniem na pamięć chwalebnej historii rodzinnych stron Zbyszek służył swoim samochodem i własnym czasem by nam ją przybliżyć.

Ten sam duch ożywia oczekującego nas dyrektora Gimnazjum im. Legionistów Józefa Piłsudskiego w Bydlinie, Pana mgr inż. Krzysztofa Dąbrowskiego. Już sama szkoła, otwarta w roku 1938/1939, jest żywym pomnikiem bohaterskiego czynu legionistów. Wybudowana została z inicjatywy Marszałka za pieniądze legionistów  jako testament dla przyszłych pokoleń. Nie ona jednakże jest obiektem, który chce nam pokazać Pan Dyrektor. Prowadzi nas prosto do Izby Pamięci otwartej z okazji 85 rocznicy bitwy w dobudowanym korpusie szkoły i prezentuje wystawione tam eksponaty i materiały archiwalne. Dotyczą one głównie bitwy pod Krzywopłotami, jej przebiegu, wspomnień uczestników lub świadków. Oglądamy mapy, listy, fotografie, dokumenty oraz broń z tego okresu. Wiele materiałów poświęcono również twórcy Legionów,  który przyprowadził pod Krzywopłoty 4 i 6 batalion 1 Pułku Piechoty oraz dwie baterie artylerii.

Druga część ekspozycji poświęcona jest dziejom szkoły, od założenia po czasy najnowsze.
Dzień dzisiejszy dokumentują również wystawione tak w Izbie Pamięci jak i w prowadzącym do niej korytarzu prace uczniów szkoły, głównie portrety Marszałka i symbole Legionów.

Pani Pola zadaje pytanie dlaczego na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie upamiętniający bitwę pod Krzywopłotami napis podaje datę "14 XI 1914". Z odpowiedzi Pana Dyrektora dowiadujemy się, że jest to data zajęcia pozycji przez walczące strony..Między 14-ym a 16-ym legioniści okopali się na wzgórzu Św. Krzyża w Bydlinie i Krzywopłotach podczas gdy wojska rosyjskie zajęły pozycje w lasach Smolenia i Domaniewic. Bitwa została stoczona w dniach 17 i 18 listopada.

Na zakończenie Pan Dyrektor prowadzi nas na teren opodal szkoły, gdzie została ustawiona oszklona makieta przedstawiająca pozycje oddziałów. Wykonana z wielką precyzją czeka na ukończenie prac przy oświetleniu zadaszenia.

Dziękujemy Panu Dyrektorowi i udajemy się na cmentarz w Bydlinie, gdzie znajdują się dwie kwatery wojskowe. W pierwszej spoczywają polegli legioniści. W bitwie zginęło 46 legionistów, w tym 12 nieznanych z imienia i nazwiska. Zostali oni złożeni w dniu 20 listopada 1914 roku w czterech zbiorowych mogiłach  dziś otoczonych kamienną balustradą.  Od 1916 r góruje nad kwaterą wzniesiony z inicjatywy Piłsudskiego blisko 7-metrowy krzyż z piaskowca i kamienia ciosanego ozdobiony płaskorzeźbami. Pomnik ten poświęcił  po wystawieniu ks. biskup Bandurski, wygłosiwszy płomienną mowę zaczynającą się od słów: "Umarli ale żyją". W uroczystości brał udział  J.Piłsudski.

Ze wzruszeniem odnajdujemy wśród nazwisk wyrytych na marmurowych płytach brata przyrodniego Ignacego Paderewskiego, Stanisława. Z pietyzmem czytamy epitafium, modlitwę poległych:

Ty Panie, który z wysokości
Patrzysz jak giną Ojczyzny obrońce,
Prosimy Ciebie, przez tę garstkę kości,
Zapal przynajmniej na śmierć naszą słońce,
Niechaj dzień wyjdzie z jasnej niebios bramy
Niechaj nas, Panie, widzą gdy konamy.

Jakże daleka od monumentalnego pomnika legionistów kwatera bezimiennych żołnierzy austriackich i rosyjskich kryje się wśród otaczających grobów ale uważna słuchaczka Pana Dyrektora, Pani Marta, odnajduje ją bez trudu. Liczba i przynależność wojskowa spoczywających tu żołnierzy są niemożliwe do ustalenia ponieważ kwatera powstała w wyniku prowadzonych  przez miejscową ludność ekshumacji prowizorycznych mogił z 1914 r.

Po opuszczeniu cmentarza  udajemy się na wzgórze, na którym wznoszą się ruiny dobrze wszystkim znanego zamku-kościoła w Bydlinie. Po drodze mijamy ślady fortyfikacji wykute w skale, jedyne na tym terenie.

Okalający ruiny murek użycza nam gościny a nienagannie niebieskie niebo powoduje, że chwile na odpoczynek wydłużają się błogo. Dodatkowo wyciągnięte z koszyka smakołyki i naparstek nieodzownej nalewki stwarzają miłą, konwiwialną atmosferę.

Następnie jedziemy do Krzywopłotów. Przy drodze wylotowej z Bydlina, na pograniczu Krzywopłotów i Załęża, zatrzymujemy się przed głazem z tablicą upamiętniającą porucznika Stanisława Paderewskiego, "cichego bojownika o wolność Ojczyzny".

W Krzywopłotach walki upamiętniają głaz i krzyż postawione przez mieszkańców. Jest to też jeden z punktów ścieżki historyczno-dydaktycznej z tablicami informacyjnymi. Na jej szlaku zwiedzamy gawrę legionistów.

Program wycieczki wiedzie nas w okolice zamku Smoleń. Ostatni pomnik historii, przy którym się zatrzymujemy, spina klamrą pamięci walki powstańców styczniowych i walki z okupantem hitlerowskim. Znajduje się on na polanie przy skrzyżowaniu drogi z Kwaśniowa do Pilicy. W 1864 r stanęła tu kapliczka domkowa zwana potocznie kapliczką na Borach ufundowana przez Katarzynę i Franciszka Jurczyków z Kwaśniowa Górnego. W czasie drugiej wojny była ona miejscem zbornym partyzantów AK. W 2000 r. obok kapliczki wzniesiono obelisk z tablicą upamiętniającą akcje żołnierzy AK oddziału Hardego i ołtarz polowy. Obecnie polana jest miejscem obchodów patriotycznych. Tu tez odprawiane są Msze św. z okazji poświęcenia pól i dożynek.

Po tej wielkiej lekcji patriotyzmu docieramy do Doliny Wodącej. Z naszej wycieczki wyodrębnia się "grupa mobilna", która rusza z kijkami w stronę jaskiń na Biśniku, gdzie odnaleziono ślady zamieszkania przez ludność kultury oryniackiej sprzed 40-10 tysięcy lat. Przy parkingu pozostaje mała garstka "chromych". Napawamy się świeżym powietrzem,  sielskim krajobrazem i obserwowaniem zapadającego zmierzchu. Czesia częstuje nas swoim specjałem domowej roboty: śliwkami podsuszonymi i zawekowanymi. Delicje!

Zapada zmrok. Kijkowicze wracają syci wrażeń. W drodze powrotnej kontynuujemy tematy towarzyskie. Ale i Święto Zmarłych i Święto Niepodległości wzbogaciły się dla nas na trwałe o pamięć o bitwie pod Krzywopłotami, która ugruntowała morale polskich żołnierzy i nadała nadziei na niepodległość konkretny kształt.

Zdjęcia wykonał Stefan Walęga.

 

   

Wycieczka na fermę strusią

Wpisany przez Pola Burzyńska piątek, 14 listopada 2014 15:49

Członkowie Towarzystwa Sympatyków Kromołowa odbyli pieszą wycieczkę z przewodnikiem turystycznym Jarosławem Wesołowskim. Trasa wiodła z Kromołowa przez Bzów, Podzamcze – Górę Birów do Kiełkowic, gdzie zwiedzano fermę strusi i degustowano jajecznicę ze strusiego jaja. Słoneczny dzień 10 września 2014 r. sprzyjał miłej atmosferze, a bystre oko naszego fotografa znalazło źródłełko, nad którym rozpostarła się interesująca roślinka prawdopodobnie “warzucha polska”. Zdjęcia wykonał Stefan Walęga.

 

   

Wrzesień!

Wpisany przez Wanda Drożdżowska czwartek, 13 listopada 2014 22:52

W dniu 18 września 2014 r. członkowie Towarzystwa Sympatyków Kromołowa spotkali się przy ognisku na Krępie koło Ogrodzieńca. Poniżej wspomnienie uczestniczki spotkania oraz zdjęcia anonimowego autora, będącego również uczestnikiem spotkania.

Tak! To już wrzesień. Lato minęło tak szybko, jak mija dzień. Budzimy się rano z radością, że oto mamy przed sobą nowy dzień i nagle w TV wieczorne wiadomości, w oknie księżyc wielki i jasny albo jego skąpy kawałek ostro odcinający się na tle granatowego nieba.

A przecież wczoraj był maj! Wszyscy rzuciliśmy się namiętnie w planowanie wypoczynkowego szaleństwa, bo przecież przed nami całe lato! Caluteńkie lato! Zielone, pachnące, ze słoneczkiem leniwie spacerującym po błękitnym nieboskłonie, parafrazując poetę, którym każdy z nas bywa, zwłaszcza latem.

No wiec byliśmy, wypoczęliśmy, zapomnieliśmy, opaliliśmy się i… wróciliśmy do codzienności, mam wrażenie, że z ulgą, z jaką wraca się zawsze do własnego domu. A u jego progu czekał na nas liliowy wrzesień.

Wrześniowe popołudnie. Leśna droga, asfaltowa, pokiereszowana nieco, bo którejś tam kategorii, lecz często używana, co wyraźnie widać gołym okiem i kołysaniem samochodowych amortyzatorów, prowadzi nas na ogrodzieniecką Krępę.

Wysypujemy się z nadjeżdżających samochodów, jak nie przymierzając rodzime jabłuszka, które latoś obrodziły i na które stracili apetyt nasi wschodni sąsiedzi. Robi się gwarno, swojsko. Stoły zapełniają się różnego autoramentu jadłem. Są sałatki, pomidorki, ogóreczki, marynowane grzybki, papryczka i to co najważniejsze, czyli gary z ziemniaczkami przygotowanymi do prażenia.

Liczę garnki raz, dwa... sześć. W porządku, wystarczy. Suche gałęzie strzelają iskrami z rozpalonego ogniska, główni pieczeniarze – o Boże! Jacy pieczeniarze! Główni paleniskowi? Ogniskowi? Pilnujący, by zawartość kociołków nadawała się do konsumpcji, wędzą się w kłębach dymu.

Słoneczko przygląda nam się ciekawie, ogrzewając przy okazji nasze plecki, błyskają flesze aparatów fotograficznych, dwóch akordeonistów wyciąga instrumenty i rozpoczyna koncert. Wtóruje im gitara i płynie pieśń, i niesie się echem, i niknie w wierzchołkach drzew. Są nawet śpiewniki, bo sympatyczni Sympatycy nie odwalają chałtury, jest więc rytm, takt i … wreszcie cudowny aromat „dochodzących” w kociołkach ziemniaków.

Nic się nie spaliło, przypieczone były tyle ile trzeba, wystarczyło dla wszystkich. Po spożyciu przybyło nam sił i do śpiewu, i do tańca. I „ szła dzieweczka do laseczka”, bo jakże by inaczej. I „gdybym miał gitarę…” I „ tam na błoniu…” I ciepło rąk, serdeczność słów i radość z bycia razem.
Że co? Że w termosie nie było herbaty? Ale skąd! Słońce świadkiem! To prawda, że troszkę mu się przysnęło i osunęło się lekko, i zbyt wcześnie przesłoniły go wierzchołki drzew. Ale to przecież jego wrześniowy uśmiech, zmęczony letnią swawolą.

Żal było się rozstawać, ale las nagle pociemniał, chłodny zapach ziemi mieszał się z dymem popiołów. Czas wracać. Jutro będzie nowy dzień.

Z pozdrowieniami
jeszcze wrześniowa
Wanda Drożdżowska

 

   

Strona 2 z 3

<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 następna > ostatnia >>
joomla template